Wiosna to nie tylko słońce i dłuższe dni. To także moment, w którym możemy zrobić coś dobrego dla miejsca, w którym żyjemy. Bartosz Dębski z Puław udowadnia, że nie trzeba wielkich akcji ani tłumów ludzi — czasem wystarczy jedna osoba, para rękawic i konsekwencja, by zmieniać rzeczywistość wokół siebie.

Bartosz Dębski zbiera to, co pozostawili inni
Jeszcze kilkanaście lat temu wyjście na dwór było czymś oczywistym i codziennym. Dziś coraz częściej potrzebujemy dodatkowej zachęty, by spędzić czas na zewnątrz. Wiosna daje ku temu idealną okazję — łączy aktywność, świeże powietrze i… porządki. Bo choć przyroda budzi się do życia, po zimie zostaje też mniej malowniczy obraz – porzucone śmieci, których nie widać na pocztówkach.
Są jednak osoby, które zamiast narzekać, po prostu działają. Jedną z nich jest Bartosz Dębski — mieszkaniec Puław, który od miesięcy regularnie wychodzi w teren i zbiera to, co inni bez zastanowienia zostawili po sobie.
Sprząta najbliższą okolicę
Bartosz Dębski od wielu miesięcy regularnie wychodzi sprzątać swoją okolicę. Nie jest częścią dużej organizacji, nie działa w ramach jednorazowych akcji. To raczej systematyczna, codzienna praca — rozciągnięta na tygodnie i miesiące. Ulice, skwery, pobocza dróg i tereny leśne stają się jego trasą, a worek na śmieci i rękawice — podstawowym wyposażeniem.
Choć jego działania mogą wydawać się proste, skala pracy szybko okazuje się zaskakująca.
W ciągu jednego roku udało mu się zebrać prawie 12 ton odpadów. Jak sam przyznaje:
Z jednej strony to imponująca ilość, ale z drugiej… to pokazuje skalę problemu. Te odpady same się tam nie znalazły.
Zima przyniosła przerwę w tych działaniach — nie z wyboru, a z konieczności. Obfite opady śniegu i trudne warunki sprawiły, że przez kilka tygodni dostęp do wielu miejsc był bardzo utrudniony. Do akcji można było wrócić dopiero wraz z roztopami, a wtedy pojawiły się też konkretne plany dalszych działań.
Dałem sobie czas operacyjny, obejmujący jakieś dwa miesiące. Mniej więcej do końca kwietnia powinienem ogarnąć te wysypiska, które jeszcze zalegają
– mówi.
Wiosną śmieci widać… lepiej, wyraźniej
Wiosna to nie tylko nowe możliwości, ale też moment, w którym wyraźniej widać skalę problemów. To, co przez zimę było ukryte pod śniegiem, teraz wychodzi na powierzchnię. Szczególnie dotyczy to terenów leśnych – przestrzeni przeznaczonych do odpoczynku, które niestety wciąż stają się nielegalnymi wysypiskami.
Bartosz podchodzi do swojej pracy zadaniowo. Wraca do miejsc, które już sprzątał, ale też dociera do nowych. Problem jednak polega na tym, że śmieci bardzo szybko pojawiają się ponownie.
Te tereny są zaśmiecane regularnie, więc regularnie muszę do nich wracać. Wolałbym zająć się innymi miejscami, ale często jest tak, że ktoś z uporem powtarza te same błędy
– podkreśla Bartosz.

Jest wsparcie?
Choć działa indywidualnie, nie jest w tym całkowicie sam. Wsparcie przychodzi zarówno od bliskich, jak i od osób, które obserwują jego działania w Internecie. Część z nich zaczyna działać na własną rękę.
Piszą do mnie ludzie, wysyłają zdjęcia z własnych inicjatyw. To jest naprawdę budujące, bo pokazuje, że to ma sens i że można zarazić innych takim działaniem
– mówi nasz rozmówca.
Nie brakuje też trudniejszych momentów. Obok pozytywnych reakcji pojawiają się również krytyczne komentarze. Ale jak podkreśla – nie skupia się na nich. Zdarzają się przykre słowa, ale ja życzę tym ludziom jak najlepiej. Może kiedyś zrozumieją sens tej pracy, że to dbanie o dobro wspólne.
Sprzątanie na taką skalę to także konkretne wyzwania techniczne. Odpowiednie worki, rękawice, organizacja wywozu odpadów — wszystko to wymaga przygotowania.
To muszą być bardzo mocne worki, z podwójnym zgrzewem. Pełny worek szkła potrafi być tak ciężki, że zwykły się po prostu rozrywa.
W działaniach pomagają także lokalne instytucje, które wspierają odbiór zebranych odpadów. Bez tego trudno byłoby mówić o skuteczności takich inicjatyw na większą skalę.

Dobrze zrobić porządek wokół siebie
Wiosna to czas, kiedy w regionie pojawia się więcej podobnych działań. Między innymi z okazji Światowego Dnia Ziemi organizowane są akcje sprzątania, do których dołączają mieszkańcy, szkoły czy lokalne grupy. To dobry moment — zanim rozwijająca się roślinność utrudni dostęp do zalegających śmieci.
Jednocześnie doświadczenie pokazuje, że jednorazowe akcje to za mało. Problem nie znika, jeśli nie idzie za nim zmiana codziennych nawyków.
Raz w roku to zdecydowanie za mało. Te odpady gromadzą się bardzo szybko i tylko regularne reagowanie może coś zmienić
– podkreśla nasz bohater.
Historia jednego mieszkańca Puław pokazuje coś więcej niż tylko zaangażowanie jednostki. To przypomnienie, że przestrzeń, w której żyjemy, nie jest „czyjaś” — jest wspólna. I choć łatwo oczekiwać zmian od innych, często najprostsze rozwiązanie to samodzielne zrobienie pierwszego kroku.
Czasem naprawdę wystarczy wyjść na spacer. I zabrać ze sobą coś więcej niż tylko dobre chęci.