Radio Impuls 97,2

Książki o silnych kobietach, które inspirują i dodają odwagi

Kobiety w literaturze od zawsze odgrywały ważną rolę – czasem jako bohaterki pierwszego planu, innym razem jako postacie pozostające w cieniu wydarzeń. Dziś coraz częściej spotykamy w książkach bohaterki odważne, niezależne i złożone, które same decydują o swoim losie. Ale czy rzeczywiście współczesna literatura daje kobietom więcej przestrzeni niż kiedyś? A może wciąż powielane są dobrze znane schematy i role?

W marcu – miesiącu szczególnie kojarzonym z celebracją kobiecej siły i różnorodności doświadczeń – postanowiliśmy przyjrzeć się temu bliżej. Razem z bibliotekarkami puławskiej Mediateki – Sylwią Matras, Ewą Łaszcz i Dominiką Siatecką – sprawdzamy, jak zmienia się wizerunek kobiet w książkach i które bohaterki szczególnie zapadają w pamięć czytelników. To także dobra okazja, by odkryć tytuły, w których kobiece historie wybrzmiewają najmocniej.

Z jakimi kobietami najczęściej spotykamy się w literaturze? Czy faktycznie wizerunek kobiet ewoluował wraz z upływem czasu? Co słyszymy w mediatece w Puławach?

Wizerunek kobiet w literaturze w ostatnich latach zdecydowanie się zmienia. Myślę, że każdy z nas może sięgnąć pamięcią choćby do lektur szkolnych, gdzie bohaterki często przedstawiane były jako romantyczki – czasem pozbawione własnego zdania, podporządkowane oczekiwaniom społeczeństwa. Musiały funkcjonować w określonych ramach i trzymać się konwenansów, które narzucała im epoka. Dziś mam wrażenie, że kobiety w literaturze coraz częściej mogą mówić własnym głosem. Są bardziej wyraziste, niezależne, świadome swoich wyborów. Stają się bohaterkami z charakterem, które same kształtują swoją historię. I właśnie na takie postacie warto zwrócić uwagę.

Polecamy książki o silnych kobietach

„Listonoszka z Apulii” Francesca Giannone

To historia o kobiecie, która podejmuje się wykonywania zawodu uznawanego wówczas za typowo męski. Akcja rozgrywa się we Włoszech w latach 30. XX wieku, a bohaterka zostaje listonoszką. Dzisiaj mogłoby się wydawać, że nie ma w tym nic niezwykłego, jednak w tamtych czasach było to coś zupełnie bezprecedensowego.

Kobieta doręcza listy, pocztówki, różnego rodzaju pisma urzędowe, ale także wiadomości z frontu. Bardzo dobrze funkcjonuje w lokalnej społeczności i jest blisko ludzi, których spotyka na co dzień. W pewnym sensie uczestniczy w ich życiu – zna ich historie, radości i troski, staje się częścią codzienności mieszkańców.

Jednocześnie jest osobą niezwykle zdeterminowaną. Ma własne zdanie, często idzie pod prąd, jest samodzielna i samowystarczalna. Można powiedzieć, że jak na swoje czasy jest postacią bardzo postępową. Oczywiście nie wszyscy to akceptują i nie wszyscy się z tym zgadzają, ale ona mimo wszystko pozostaje wierna sobie i konsekwentnie idzie do przodu.

Myślę, że należy się jej za to duży ukłon. To także bardzo dobre przesłanie dla nas dzisiaj – jeśli mamy jakiś cel, powinniśmy do niego dążyć, realizować się i spełniać swoje marzenia. Sztuczne ograniczenia czy narzucone schematy nie powinny nam w tym przeszkadzać.

„Lekcje chemii” Bonnie Garmus

Jest to książka, której akcja osadzona jest w latach 60. XX wieku. Opowiada historię kobiety funkcjonującej w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Bohaterka jest genialną chemiczką, jednak w tamtych czasach kobiety nie miały łatwo. Trudno było im zdobywać wykształcenie, ponieważ powszechnie uważano, że ich rolą jest przede wszystkim bycie mamą, gospodynią, kucharką czy osobą dbającą o dom.

Ta książka to ciepła, inteligentna, momentami także zabawna historia o walce o równość, niezależność i prawo do bycia sobą. Elizabeth jest wybitnie uzdolnioną chemiczką, ale zupełnie nie mieści się w ramach, które próbuje narzucić jej świat. Za wszelką cenę stara się z nich wydostać – nie dlatego, że chce buntować się przeciwko wszystkiemu, lecz dlatego, że pragnie po prostu być sobą. Jest bezpośrednia, szczera do bólu i nie udaje kogoś, kim nie jest.

Jej siła nie polega na braku słabości, ale na tym, że mimo rozczarowań, niesprawiedliwości i chwil samotności nie przestaje wierzyć w swoją wartość. Pokazuje, że inteligencja kobiety nie wymaga przeprosin, że kobieta może być tak samo inteligentna i w pełni wartościowa jak mężczyzna. Udowadnia również, że pasja – w jej przypadku chemia – oraz macierzyństwo, które stawia przed nią życie, mogą iść ze sobą w parze.

Ta historia pokazuje, że największa odwaga często kryje się w codzienności. W wytrwałości, w trwaniu przy swoich przekonaniach i w pozwoleniu sobie na zwyczajne życie, w którym można jednocześnie realizować własne pasje.

Myślę, że to przesłanie jest bardzo ważne także dzisiaj. Wiele rzeczy można pogodzić, jeśli tylko naprawdę się tego chce. Potrzebna jest dobra organizacja i determinacja. Kobiety potrafią bardzo wiele – i kiedy naprawdę się na coś zdecydują, potrafią osiągać swoje cele. Dlatego jest to naprawdę bardzo wartościowa i inspirująca książka.

Elizabeth Zott zainspirowała mnie również do wielu różnych rzeczy, między innymi do używania ergometru wioślarskiego.

„Moja matka Pestka” Anna Sakowicz

Anna Sakowicz przedstawia historię młodej dziewczyny, Nataszy, która pozostaje w bardzo trudnej relacji z matką. Kiedy miała dziewiętnaście lat, wyprowadziła się z domu i od tamtej pory nie utrzymywała z nią kontaktu. Z czasem jej życie zaczęło się powoli układać, aż nagle wszystko się zmienia – dowiaduje się, że jej matka choruje na Alzheimera. W tym samym czasie odchodzi od niej narzeczony, który nie potrafi poradzić sobie z całą tą sytuacją. Natasza zostaje więc sama, a mimo to musi zmierzyć się z odpowiedzialnością za matkę.

Książka pokazuje historię młodej kobiety, której los mógłby spotkać niejedną z nas. Natasza się nie poddaje, choć targają nią bardzo sprzeczne uczucia – żal, frustracja, a także powracające, trudne wspomnienia związane z matką. Z drugiej strony pojawia się poczucie obowiązku, ale też potrzeba rozliczenia się z przeszłością. To wszystko sprawia, że decyduje się pomóc matce i zostać przy niej mimo wcześniejszych doświadczeń.

Jest to historia trudna i poruszająca. Choć należy do literatury obyczajowej, niesie ze sobą także dużo nadziei i w pewien sposób podnosi na duchu. Natasza stopniowo zaczyna rozliczać się z przeszłością i budować nową relację z matką. Mimo choroby, która zmienia tak wiele, odnajduje w tej relacji miłość – tę, która powinna istnieć między matką a córką. Przez wiele lat mogła jej nie czuć albo nie potrafiła jej dostrzec, a dopiero z czasem zaczyna ją odkrywać.

Patrząc z perspektywy czasu, zaczyna też inaczej rozumieć swoją matkę i ich wspólną historię. Musi zmierzyć się z przeszłością, przeżyć ją na nowo i spróbować ją uporządkować. Są w tej drodze momenty lepsze i gorsze, ale ostatecznie okazuje się, że wszystko było po coś. Ta trudna sytuacja staje się dla niej szansą, by odbudować relację z matką i spróbować spojrzeć na nią w zupełnie inny sposób.

Przede wszystkim w tej historii widać ogromną siłę kobiety. To także cecha, którą często odnajdujemy u wielu bohaterek literackich – na różnych etapach życia i w różnych sytuacjach. Kobiety są silne i, jak już wcześniej wspominałam, potrafią dokonywać rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe.

„Skalny Kwiat” Ilaria Tutti

To książka przedstawiająca prawdziwą historię kobiet z czasów I wojny światowej. Kiedy najczęściej mówimy o wojnie, myślimy przede wszystkim o żołnierzach walczących na froncie. Tutaj jednak widzimy kobiety, które również walczyły – choć w zupełnie inny sposób.
Były nazywane tragarkami. Otrzymywały plecak, do którego wkładały wszystko to, co było potrzebne żołnierzom na froncie: żywność, ubrania, niezbędne wyposażenie. Z tym ciężarem wyruszały w góry, ponieważ linia frontu przebiegała przez najwyższe górskie szczyty. Często szły tak, jak stały – z ogromnym ciężarem na plecach, pokonując trudne, wymagające trasy, tylko po to, aby wspomóc walczących żołnierzy. W wielu przypadkach można powiedzieć, że ratowały im życie.

W książce bardzo dobrze pokazano, jak mimo licznych przeciwności, trudów, bólu i niedogodności te kobiety potrafiły wytrwać. Miały jasno określony cel i poczucie misji, a kiedy już ją podjęły, realizowały ją do końca. Dzisiaj może być nam trudno wyobrazić sobie, że ktoś mógł dokonywać takich rzeczy. Współczesny świat przyzwyczaił nas do wygody, a tam na wygodę nie było miejsca. Nikt o niej nie myślał – liczyło się tylko to, że trzeba było pomóc i zrobić to, co było konieczne. I właśnie to te kobiety robiły.

W pewnym sensie poświęcenie kobiet widzimy także na co dzień, choć oczywiście ma ono zupełnie inny wymiar. Ta historia pozwala jednak zobaczyć, jak ogromna siła tkwiła w kobietach, które z natury często postrzegane są jako delikatne. A jednak w chwili próby potrafiły wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić to, co było potrzebne. Po prostu szły naprzód i działały.

„Co chcesz powiedzieć światu” Martyna Wojciechowska

A propos prawdziwych historii i podejmowania się wyzwań, które na pozór mogą wydawać się niemożliwe, chciałabym opowiedzieć o reportażu Martyny Wojciechowskiej „Co chcesz powiedzieć światu”. Autorka przedstawia w nim portrety dziesięciu kobiet z różnych zakątków świata i pokazuje, w jakich sytuacjach się znalazły oraz jak radziły sobie z trudnościami, które napotkały.

Może opowiem krótko o jednej z tych historii. Główną bohaterką reportażu jest Morena – kobieta z Salwadoru, która walczy o prawa kobiet skazanych w więzieniu za poronienie. W tym kraju przerwanie ciąży traktowane jest jak morderstwo, niezależnie od okoliczności, i kobiety trafiają do więzienia nawet, gdy straciły dziecko. Morena poświęca się temu, aby tym kobietom pomóc i walczyć o ich wolność.

W reportażu przedstawione są też inne historie – każda z nich pokazuje kobiety, które zmagają się z niesprawiedliwością, uprzedzeniami, przemocą psychiczną lub fizyczną, a także problemami edukacyjnymi i finansowymi. Te kobiety starają się przezwyciężać stereotypy i walczyć o lepsze jutro – nie tylko dla siebie, ale także dla innych kobiet w swojej społeczności.

Po przeczytaniu tych historii nasuwa się refleksja, że powinniśmy doceniać swoje życie. Często nie zauważamy, ile mamy: miejsca, w którym żyjemy, możliwości, które nam sprzyjają, i bliskich osób, które nas wspierają. Ten reportaż uświadamia, jak wiele możemy w życiu mieć i jak ważne jest, by to doceniać.

„Mistrzyni szkła” Tracy Chevalier

Akcja dzieje się na Murano w Wenecji, miejscu, gdzie tylko mężczyźni mogli być mistrzami w wyrobie szkła. Kobiety absolutnie nie miały do tego prawa. W pewnym momencie, po śmierci ojca, jedna z córek, aby wspomóc rodzinę finansowo, zaczyna robić koraliki. Te koraliki w praktyce ratują rodzinę – w tym czasie Murano nawiedza epidemia, a śmierć zbiera swoje żniwo w całej społeczności. Mimo przeciwności, dziewczyna wytrwale pracuje dzień po dniu, pokazując niezwykłą siłę i determinację.

Z pozoru delikatna, jest jednocześnie zahartowana niczym szkło. Książka pokazuje jej dojrzewanie – z dziewczynki staje się kobietą, matką, żoną. Uczy się cierpliwości, konsekwencji i wiary w siebie. Przez cały czas szuka własnej drogi, wytrwale dąży do swoich celów, mimo ograniczeń świata, w którym żyje.

Jest też mądra i potrafi korzystać z pomocy innych ludzi, którzy oferują jej wsparcie. Jej bracia natomiast, czasami paraliżowani męską dumą, nie potrafią sięgnąć po rozwiązania, które mogłyby im pomóc. Ona natomiast nie boi się nowości – jest odważna, ciekawa świata i gotowa próbować nowych rzeczy.

Nieustannie chce się uczyć, odkrywać nowe możliwości, szukać rozwiązań i iść naprzód, coraz głębiej poznając siebie i otaczający ją świat. Jej determinacja, odwaga i ciekawość czynią ją bohaterką, z której można czerpać inspirację.

Millenium – Stieg Larson

Większość z nas pewnie czytała „Millennium” Stiega Larssona. To książka, w której autor przedstawia niezwykłą bohaterkę – Lisbeth Salander. Jest genialną analityczką, wyjątkową hakerką, a przy tym niesamowitą kobietą. Choć „Millennium” jest kryminałem, to przede wszystkim jest opowieścią o kobiecie, która odmawia bycia ofiarą.

Cała seria pokazuje brutalny świat pełen przemocy, nadużyć i systemowej niesprawiedliwości. W jego centrum stoi Lisbeth – osoba skrzywdzona, niedoceniana, zamknięta w etykietach nadanych jej przez innych. Jednocześnie jest analityczką o niezwykłej inteligencji i bezkompromisowym poczuciu sprawiedliwości. Opowieść o niej to historia odzyskiwania kontroli nad własnym życiem, gniewu, który staje się siłą napędową, oraz samotności, która wcale nie oznacza słabości. Lisbeth nie ratuje świata w klasyczny sposób – ona wyrównuje rachunki.

Warto tu podkreślić, że Larsson był prekursorem w tworzeniu silnych postaci kobiecych. „Millennium” jest wręcz manifestem siły kobiecej – surowej, nieprzystępnej, autentycznej. Historia Lisbeth potrafi wywołać ciarki na plecach i sprawić, że podczas wieczornego spaceru zaczynamy się zastanawiać, czy czasem nie obejrzeć się za siebie.

Przede wszystkim jednak jest to opowieść o kobiecej sile w najbardziej surowej formie – sile, która rodzi się z przetrwania i potrzeby sprawiedliwości. Lisbeth Salander nie jest wygodną bohaterką. Nie jest łatwa, nie jest komfortowa, ale jest prawdziwa – bardzo prawdziwa.

I takich przykładów można spotkać naprawdę wiele, zupełnie na co dzień, na ulicy. Czasami są to ciche bohaterki, o których tak naprawdę nie wiemy – patrzymy na nie i myślimy: „O, ona to ma dobrze, prawda?” A tymczasem, kiedy przychodzą do nas czytelniczki i opowiadają swoje historie, jesteśmy pełne podziwu. Naprawdę.

Tak, niektóre historie są tragiczne, ale jednocześnie fascynujące i – przede wszystkim – optymistyczne. Pokazują, że jeśli się chce, jeśli się nie poddaje, można dokonać naprawdę wiele. I w tym nie ma żadnej granicy wiekowej. Kobiety są po prostu niesamowite.

To prawda. Absolutnie wspaniałe. Fantastyczny wniosek: kobiety są inspirujące, silne i wytrwałe. Dlatego kobiety trzeba kochać. Chcemy też pozdrowić wszystkie nasze czytelniczki i przesłać im szczególne życzenia: aby spełniały swoje marzenia, miały odwagę je realizować, wyznaczały sobie nowe cele i odnajdywały w sobie siłę do działania.

Niech cały czas kroczą własną drogą, jak prawdziwe bohaterki – tak jak Lisbeth Salander. I niech wspierają się nawzajem, bo to też jest niezwykle ważne. Czasem wystarczy zwykłe słowo: „Pięknie wyglądasz, jesteś wspaniała, dasz radę.” Taki gest potrafi naprawdę zdziałać cuda. Może być impulsem, który pchnie kogoś dalej, pozwoli skoczyć wyżej, spróbować czegoś nowego.

Kilka prostych słów może odmienić dzień. Dokładnie – kobiety, dacie radę! Idziemy do przodu!

Autorka: Weronika Szydłowska