Radio Impuls 97,2

45 lat magii na sznurkach. Teatr Lalek „Muchomor” wciąż zachwyca kolejne pokolenia

Choć teatr lalek wielu osobom kojarzy się głównie z dzieciństwem, wystarczy usiąść na widowni, by przekonać się, że to sztuka dla każdego. W Puławach od 45 lat udowadnia to Teatr Lalek „Muchomor” – miejsce, gdzie drewno i tkanina ożywają, a historie trafiają zarówno do najmłodszych, jak i dorosłych.

Teatr Lalek „Muchomor” ma 45 lat

Czterdzieści pięć lat działalności to nie tylko imponujący jubileusz, ale przede wszystkim historia odwagi, pasji i konsekwencji. Puławski Teatr Lalek „Muchomor” powstał z potrzeby tworzenia i dzięki wyobraźni jego założycielki, Grażyny Idzik-Dominiak, która – mimo braku formalnego przygotowania – zaczęła samodzielnie tworzyć lalki i budować sceniczne opowieści. Z czasem wokół teatru zaczęli gromadzić się młodzi ludzie, dla których była to często pierwsza przygoda z aktorstwem. Dziś „Muchomor” to nie tylko spektakle, ale też wspomnienia, relacje i doświadczenia, które na długo zostają z jego twórcami i widzami.

Teatr lalek wielu osobom wciąż kojarzy się głównie z dzieciństwem. Z prostymi kukiełkami, krótkimi bajkami i widownią pełną najmłodszych. Tymczasem rzeczywistość wygląda dziś zupełnie inaczej – a najlepiej widać to na przykładzie tego puławskiego teatru. To miejsce, gdzie przez dekady powstawały nie tylko spektakle, ale też nawiązywały się relacje, rodziły się pasje i powstawały wspomnienia, które zostają na całe życie.

Historia teatru zaczęła się na początku lat 80. i – jak podkreśla jego założycielka, Grażyna Idzik-Dominiak – był to raczej efekt decyzji wynikającej z potrzeby działania, niż gotowego planu na przyszłość.

 W 1981 roku skończyłam studia na Wydziale Pedagogiki Kulturalno-Oświatowej, a wkrótce zaczęłam pracę przy Zakładach Azotowych. Istniał tam Zakładowy Dom Kultury – i to właśnie tam założyłam zespół Teatr Lalek „Muchomor”. I tak się fajnie, miło złożyło, że istnieje on właściwie nieprzerwanie do dziś. Gdy wybudowano „Dom Chemika”, w 1984 roku przenieśliśmy się do centrum miasta. Byliśmy pierwszym zespołem, który tam działał – dopiero później zaczęły dołączać kolejne. No i trwamy, trwamy, trwamy do dzisiaj

— opowiada.

Miejsce dla dzieci i młodzieży

Od samego początku teatr tworzyły dzieci i młodzież. To właśnie młodzi ludzie byli – i nadal są – jego sercem. Choć przez lata zmieniło się bardzo wiele, jedno pozostało niezmienne: potrzeba bycia na scenie i opowiadania historii.
Dawniej jednak zaangażowanie młodych aktorów wyglądało inaczej niż dziś. Mniej było alternatyw, więcej czasu i skupienia na jednej pasji.

Ówczesne czasy nie proponowały uczniom tak wielu, i tak różnorodnych atrakcji pozalekcyjnych, więc dzieci bardzo chętnie garnęły się do pracy w zespole. Chciały mieć próby niemal codziennie – oczywiście to nie było możliwe, ale ich zaangażowanie było zdecydowanie bardzo duże. Teraz dzieci mają więcej różnych atrakcji, wiele kółek zainteresowań, wśród których mogą wybierać. (…) Dzisiaj trudniej pracuje się z młodzieżą, bo ich koncentracja jest zupełnie inna. A jednocześnie, same dzieci – jako widzowie – wciąż są takie same, zawsze ciekawe historii i gotowe je przeżywać

– zauważa.

Zmienił się również sam teatr lalek. Dzisiejsze spektakle często odbiegają od klasycznych wyobrażeń o kukiełkach ukrytych za parawanem.

Teatr Lalek, również ten zawodowy, odchodzi od formy kukiełek i pacynek. Teraz częściej są to lalki prowadzone przez aktora. Na scenie widzimy jednocześnie i aktora, i lalkę. To sprawia, że spektakl staje się ciekawszy i bardziej różnorodny, ale też wymaga od aktora większego przygotowania — nie ma już miejsca na podglądanie tekstu, wszystko musi być opanowane

– tłumaczy Idzik-Dominiak.

Wielka rzecz, wielkie zaangażowanie

Za każdą z tych scenicznych historii stoją godziny pracy – nie tylko nad rolami, ale też nad samymi lalkami. Powstają one w sposób daleki od produkcyjnej rutyny – to raczej proces twórczy, rozłożony w czasie.

Nigdy tak naprawdę nie liczyłam, ile czasu zajmuje stworzenie jednej lalki, bo nie robię ich pojedynczo, od początku do końca. Zaczynam wszystkie naraz – robię korpusy, ręce – a potem wszystkie wykańczam. Kiedyś wykorzystywałam stare ubrania, własne rzeczy. Dzisiaj ogromnym wsparciem są second handy, gdzie można znaleźć mnóstwo ciekawych tkanin. Zawsze zależało mi na tym, żeby robić to możliwie najprościej i najtaniej, ale jednocześnie z pomysłem

– opowiada.

Choć przez lata Grażyna Idzik-Dominiak pozostawała przede wszystkim reżyserką i instruktorką, zdarzyło jej się również stanąć na scenie – i to w dość nietypowych okolicznościach.

Nigdy nie występowałam jako aktorka – zawsze zajmowałam się prowadzeniem dzieci. Była jednak sytuacja, kiedy podczas wyjazdu na występy zabrakło jednej z dziewczynek i musiałam ją zastąpić. Przypadła mi rola żaby. Problem polegał na tym, że kostium miał płetwy, które były za małe na moje nogi, więc założyłam je na ręce. Wyszłam tak na scenę i moje dzieci nie wytrzymały – wybuchły śmiechem. To było bardzo zabawne i sympatyczne doświadczenie

– wspomina.

45 lat historii, wiele spektakli, prób

Na przestrzeni 45 lat powstały dziesiątki spektakli – dokładnie 42. Każdy z nich wiąże się z inną grupą dzieci, inną energią i innymi emocjami.

Każde przedstawienie jest inne i każde niesie ze sobą inne wspomnienia – bo za każdym razem pracowałam z innymi dziećmi. Największy sentyment mam chyba do tych pierwszych spektakli. Pamiętam bajkę o jeżyku, który szukał śniegu, później były „Wilk, Koza i Koźlęta”, „Król Ból” czy „Niezwyciężony Kogut”. Trudno wybrać jeden ulubiony, bo każdy był ważny na swój sposób

– mówi.

Repertuar zawsze dostosowywany był do możliwości i wieku młodych aktorów, ale też do odbiorców.

 Zawsze dobierałam bajkę pod kątem dzieci, które były w zespole – ich wieku i umiejętności. Inaczej pracuje się z dziećmi z trzeciej klasy, a inaczej z licealistami. Również widownia była dopasowywana – jeśli spektakl był dla młodszych, zapraszaliśmy przedszkola, jeśli bardziej poważny, to starsze dzieci

–  wyjaśnia.

A na scenie kolejne nowości

Dziś Teatr Lalek „Muchomor” przygotowuje kolejny spektakl – „Węża” Marty Guśniowskiej, który porusza temat akceptacji i inności.

–  To historia o tolerancji i o tym, że bycie innym nie oznacza bycia gorszym. Wręcz przeciwnie – każdy z nas jest indywidualnością. Opowiadamy o wężu, który bardzo chciał mieć ręce i nogi jak inne zwierzęta. A jak ta historia się kończy – tego już nie zdradzę

– dodaje z uśmiechem.

„Muchomor” to jednak nie tylko spektakle. To przede wszystkim ludzie – setki młodych aktorów, którzy przez lata przewinęli się przez scenę i zostawili po sobie ślad.

Nie sposób wszystkich wymienić, a każdy wkładał w swoją rolę serce i zaangażowanie. Ale były osoby, które szczególnie zapisały się w historii teatru swoją charyzmą i talentem. Każde nazwisko to osobna historia i ogrom wspomnień

– podkreśla.

Wielu z nich do dziś wraca do tamtych lat z sentymentem, a kontakt z dawną instruktorką nie urwał się, mimo upływu czasu.

Spotykamy się na ulicy, są uściski, rozmowy, wspomnienia. Przy jubileuszach piszą do mnie, dzielą się swoimi refleksjami. Mamy też księgę wspomnień, gdzie opisują swoje doświadczenia już jako dorośli ludzie. Kiedy to czytam, robi mi się naprawdę ciepło na sercu, bo czuję, że coś im w życiu dałam

– mówi.

Tegoroczny jubileusz ma jednak szczególny wymiar. To także moment pożegnania Grażyny Idzik-Dominiak z pracą w „Domu Chemika”.

Z jednej strony bardzo chciałabym już odpocząć. Z drugiej, kiedy patrzę na scenariusze i myślę, że już nie zrobię kolejnych bajek, to ściska mnie w sercu. Mam nadzieję, że ktoś będzie kontynuował to, co udało się stworzyć przez te lata, bo to już jest pewna tradycja

– przyznaje.

Po 45 latach działalności jedno jest pewne – Teatr Lalek „Muchomor” to coś więcej niż teatr. To przestrzeń, w której dzieci dorastały, uczyły się współpracy, budowały relacje i odkrywały swoją kreatywność. A takie miejsca zostają w pamięci na długo – niezależnie od wieku.

Autorki: Weronika Szydłowska, Anna Rutkowska